utahaný jako pes

Ufff.. wczoraj wróciliśmy z Cieszyna, gdzie byliśmy od soboty na festiwalu Kino na granicy. Fajnie było:
  • Cieszyn to ładne miasteczko. Jako że jestem rozpuszczony Wrocławiem, brakowało mi tam knajp, gdzie możnaby siedzieć po północy.
  • Połowa sukcesu, to dobre towarzystwo.
  • Knajpa nie musi błyszczeć, żeby była klimatyczna. Znaleźliśmy bar 'Perełka', w którym miło spędzaliśmy trochę czasu. Właściciel bardzo fajny, muzyka też (dopóki goście nie zażyczą sobie składanki 'hity disco lat 90tych'). W piłkarzyki można zagrać i kaszankę zamówić.
  • Skandalem jest jednak to, że po czeskiej stronie nie było żadnej knajpy z ogródkiem! Jedyne, co znaleźliśmy to kilka ław w 'studni' w kamienicy. A pogoda była akuratnia...
  • Zbieram na aparat fotograficzny, bo zdjęcia wydębiam od innych;)
  • Określenia takie jak: 'film eksperymentalny', 'eksperymentalny film dokumentalny', 'Jan Němec' albo 'Martin Slivka' powodują u mnie wysypkę, a w trakcie oglądania nieodpartą chęć zaśnięcia.
  • Polacy nie umieją robić komedii. Czesi umieją (Warto zapamiętać nazwisko Svěrák). Takoż Słowacy ('Zima czarodziejów').
  • 'Bezmiar sprawiedliwości' mógłby się kończyć w 2/3 filmu. Zakończenie w filmie jest dla mnie na siłę. Oglądając je, czułem się, jakby twórcy traktowali mnie jak idiotę i musieli mi wszystko wytłumaczyć łopatologicznie.
  • Na festiwalu pokazywano film węgierski, 'Taxidermia'. Dobry technicznie i wysmakowany wizualnie, ale nadal nie wiem, o co w nim chodziło.
  • 'Plac Zbawiciela' chyba był najlepszym filmem fabularnym na festiwalu. O żadnym innym tyle nie gadaliśmy.
  • Koncerty powinno się urządzać w miejscach do tego przystosowanych, czytaj: mieszczących więcej niż 20 osób.
  • Zdjęcia flickrowe z Cieszyna zaczerpnięte od koleżanki Ligatora.